lśniące miecze na poligonach wymówek, więc słowem krwawimy na wszystkie strony, by potem to wszystko czułym rozejmem warg zakończyć, ale widzisz bo ta batalia rozgrywa się w naszych głowach - W GŁOWACH, w małym kuferku iluzoryczności schowanym pod wycieraczką niby podrzucone niemowlę miłości jutra.
przestałam ciężko znosić rozczarowania, bo wniknęły do codziennego jadłospisu, który rozpycha żołądek pustką, która skwierczy w ciele turbowanym wspomnieniem.
z napiętnowaną ciszą niemrawych słów trzymam między wargami każdy obraz, tak bardzo nienaruszony czasem.
zamknięte w locie obietnice ciepłego imienia, co pękają łzawym kształtem na żałobne rytuały dnia.
bezładnie miotam się wzrokiem po markotnej tęczy rozlanej nad panoramą miasta. chyba zaczynam bawić się w tęsknotę.
czwartek, 21 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz