po spożyciu ilości pokarmu znacznie przekraczającej kilkudniową ilość, jaką zwykle przetrawiałam czuję, że mój niedbale zawiązany żołądek pęka w szwach. znowu stoję w ciemnej łazience i staję się arbitrem dla każdej części ciała, której nadmiar odbija się w ponurym lustrze.
każda sekunda roztrwoniona myślą o bezdźwięcznych wargach ucieka razem z oddechem podrażniając ślepia nieba. zdjęcie podrywa ciało niczym gromadę czarnych kruków wzbijających się do lotu.
obumarłe ciało ułożone do snu, ciężki oddech i sen tłumiony nieustającym bojem wspomnień, migawki wszystkich chwil, które tworzą sklejoną obietnice złamaną milczeniem. tak więc zmęczenie nie pozwala zasnąć, obce ciało w celi rzęs, co kraty rwie szarpiąc firankę wieczoru.
chyba wiem czemu nie lubię prostych ulic tego miasta, czemu w koło słucham tej samej muzyki i oglądam te same filmy, czemu głuche ściany zrywają tamy błogości zajętego umysłu, czemu coraz bardziej plugawię cały ten rozgardiasz zebrany w jednym miejscu, w którym przyszło mi sapać przy niemiarowości oddechu torpedowanego kolejnym rozczarowaniem i kolejnym samotnym stukotem klawisza.
któregoś dnia opowiem ci o dziewczynce, która płakała. o dziewczynce, która zawsze płacze.
od dzisiaj będę uśmiechać się dla nikogo.
środa, 27 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Płacz zawsze był, jest i będzie. Żaden uśmiech nie zmieni faktu, że przez cały czas ta dziewczynka ma mokre policzki.
OdpowiedzUsuńDziś ja.. gdy usłyszałam jego imię i słowa mej matki czy nie chciałabym jutro pójść do niego...
Trafiły we mnie jak piorun, powodując otwarcie zraszaczy.