niedziela, 11 lipca 2010

131.

kto by pomyślał, że na starych i zimnych szynach kolejowych można spotkać mężczyznę w podartych spodniach, starych butach i piwem w dłoni, z którym spędzi się czterdzieści minut na rozprawianiu o życiu.
- jestem okropnym alkoholikiem, przyznaję. - mówił. - i na zdjęciach wyglądam jak syn hitlera.
później wgłębiając się w całą tą przestrzeń prywatności otwieranej zapewne każdemu napotkanemu człowiekowi mówi o rodzinie, którą stracił, o latach liceum, swoich kruczoczarnych włosach, których zazdrościła mu była żona a z których dzisiaj pozostały jedynie szare nitki przesiąknięte wonią tanich trunków i papierosów. co moment przerywa swoją historię, żeby powiedzieć, że siedzenie na zimnych szynach może przyprawić mnie o przeziębienie. wspomina dużo o osamotnieniu, o bohaterskiej śmierci ojca i stracie matki. stracie tego wszystkiego, czego później próbował szukać w butelce. kto by pomyślał, że na punkowym festiwalu można poznać osiemnastoletniego fińczyka z finansową biegunką, który uroczo potykał się o polski akcent i leśnika, który tuła się przez kraj autostopem, snuje nam opowieści przeszłości, o starych dobrych latach polskiej muzyki, o swoim małym miasteczku, który sypia gdzie popadnie i zawsze pod ręką ma kompas.

/wczoraj mruczało mi do ucha, że czas na przeprowadzkę małego chłopca. na wbicie sobie do głowy tej bezsilności dłoni.
nie wracajmy tam, mały chłopcze. nie nakładaj wciąż na mnie pancerzyka lekkich złudzeń, od którego zaczynam wznosić wielkie królestwo nadziei, w którym co raz umieram.
paradoksalnie; trzeba zobaczyć, że niczego nie ma.

1 komentarz:

  1. A kto by pomyślał, że w jednej z sekund oczekiwań można poczuć się znów najszczęśliwszym człowieczkiem,a wszystko przez pomyłkę, która i tak zadowoliła moją osobę.

    Co do przeprowadzki...chyba gdzieś już o tym wspominałam.

    OdpowiedzUsuń

O mnie

Obserwatorzy