deszcz oblepiający ciało schowane pod kwiecistą spódnicą. wietrzny harmider uprawiany we włosach.
ta wielka przemiana spłodzona niewinnie w małej chwili obliguje do układania życia. uporządkowania tego chaosu niedopowiedzeń, swędzących słów i chwil, w których pachniało miłością.
/budzi mnie trzask okna, którego zapominam zamknąć przed ułożeniem ciała w sen. słyszę głuche echo słów, które wciąż trzymam w głowie. łzy są kobietą, z której wyciekają każdej nocy. która zamknięta w ambiwalencji i wszelakich skrajnościach niemal banalnych, nie wie czego chce. z twarzą wepchniętą w kałużę łzawych słonych wymiocin.
są obrazy, stworzone nie przez gałki oczne, a jakiś organ, bezimienny, który projektuje sny. najwspanialszy album ze zdjęciami, pamiętnik wspomnień, których nie było, do którego zaglądam niezmiernie często podczas gdy pamiątki po minionej rzeczywistości obrastają grubymi warstwami kurzu. to zabawne, że imaginacja staje się w pewnym etapie niedopieszczenia życiem pokarmem dla zmysłów, żołądka i umysłu.
czekanie stało się moją religią. na kilka słów, które zatuszują wszystkie tygodnie, w których umierałam z niepewności. bardzo powoli i z wewnętrznym krwotokiem przeszłości. przy każdym zmrużeniu oka widzę to, czego mieć nie mogę, a stojąc obok czuję, jak bardzo odległa jest para ramion, która swoją wiotkością mogłaby otworzyć nowy rozdział wciąż nieukończonej księgi tych sentymentalnych wzlotów i małych pomruków miłości.
dotykam najbardziej samotnego fotela z taką czułością, że niemal zaczynam drżeć. znów tu mieszkasz. coraz bardziej (nie)obecny.
wtorek, 6 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Chciałabym momentami wymazać najpiękniejsze chwile, sekundy minuty i godziny szczęścia, które czasem podtrzymują mnie na duchu. Zapomnieć o tym co było, może łatwiej przychodziłyby rozstania?
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony korzystać z tych wspomnień póki mogę i jeśli będę mogła zrobić znów coś szalonego żeby chociaż przez sekundę dłużej pamiętać o nim...
Mam nadzieje, że trafimy na taką wyspę gdzie nie będzie zmartwień. Odpoczniemy od płaczu, otrzemy łzy i szczerze się uśmiechniemy.