przesympatyczny koniec tygodnia. uroczy wypad do sopotu z Laurą i Beatą układa się w szeroki uśmiech na mojej twarzy przed snem.
.. biegniemy we wrzeszczu na autobus, bo niepunktualna natura Beaty daje o sobie znać. papryka wita nas brakiem biletów, więc poszukujemy uroczej kawiarni, w której potem popijając kaktusową herbatę przesiadujemy. spacerujemy po plaży i przy poszarzałym niebie i łzach wylewających się z jego kołnierza żegnamy białą porę roku niby marzanną wyrzuconą z sopockiego molo. mylimy autobusy i wracamy do gdańska drogą okrężnie namalowaną. z Laurą zrywając plakaty buszujemy do wieczora po całym wrzeszczu :)
/tylko boleśnie odbywa się wyrastanie moich zębów mądrości.
niedziela, 21 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Jassne, o mnie to sie już nie wspomni.
OdpowiedzUsuń