piątek, 12 marca 2010

94.

czarny dym ulatniający się z komina sąsiedniego domu. zapach miodu w całym mieszkaniu. spóźniony prezent urodzinowy od Aleksandry, na który warto byłoby czekać jeszcze milion dni.

dni robią się coraz dłuższe, a resztki śniegu topnieją nam w dłoniach. czarny płaszcz zajmuje honorowe miejsce na wieszaku przez co czuję, że ubywa mi dodatkowych lat.
życie jest ekscentryzmem przypadków nic nie znaczących, układających się w zarys prawdy, poszukiwanej przez szaleństwa wyobraźni uczesanych przez wiatry mistyfikacji, która jest tylko sufiksem wielkiej łamigłówki.
naszą małą astronomię gwiazd, które nie zasypiają przyćmiewa wieczorna szarość i ciężkość powiek. bez słów uciekam w krainy moich konstelacji.
sny są nieuniwersalne. niedziela wyznaczy szlaki, schowane gdzieś wewnątrz, co pulsują i krwawią mimowolnie a nieraz z uciechy chcą wyskoczyć z piersi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy