środa, 13 stycznia 2010

88.

życie znów po cichu pęka na pół. kuca w kącie i wykrwawia się potokami wspomnień.

miewam ochotę na ucieczkę w lata 60, w ówczesną Amerykę. na bycie w krainie słowa, poezji, muzyki i pijaństwa na ulicach.

tak bardzo chciałabym wybudzić się z tej gehenny, wyjść jak z widma sennego przekleństwa i znów wpaść w ciepłe ramiona błękitu.

niebo jest rozdrapane czekaniem.
długim palcem czasu.
i czarnym lakierem na paznokciach nocy.

ciężki oddech drzemiącego światła.
tak wtulona w muzykę. z herbatą i bielą za oknem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy