życie znów po cichu pęka na pół. kuca w kącie i wykrwawia się potokami wspomnień.
miewam ochotę na ucieczkę w lata 60, w ówczesną Amerykę. na bycie w krainie słowa, poezji, muzyki i pijaństwa na ulicach.
tak bardzo chciałabym wybudzić się z tej gehenny, wyjść jak z widma sennego przekleństwa i znów wpaść w ciepłe ramiona błękitu.
niebo jest rozdrapane czekaniem.
długim palcem czasu.
i czarnym lakierem na paznokciach nocy.
ciężki oddech drzemiącego światła.
tak wtulona w muzykę. z herbatą i bielą za oknem.
środa, 13 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz