co czuć, kiedy nie ma się tego, czym wszyscy wokół zostali obdażeni w nadmiarze? poczucie, że czegoś mi brakuje wypełnia po brzegi, od stóp, przez dekold aż po rzęsy.
chciałabym by zmieniło się wszystko, jednocześnie bojąc się wszystkiego, co mogłoby zagrozić jakiejś tam stabilizacji, którą poniekąd udało mi się osiągnąć.
idę, ludzie wokół śmieją się i tańczą, autobusy się spóźniają, małe prześwity lata, wszystko jak zawsze. mimo wszystko, wszystko okej. i czasami mój egocentryzm popycha mnie do pewności, że oni wszyscy powinni solidaryzować się ze mną, z człowiekiem który czuje się podle i zbanktutował duchowo.
potem sama zaczynam się śmiać, zanurzać się po uszy w motonnej egzystencji, udając, że zapominam, kim jestem, a właściwie, kim wydaje mi się, że jestem.
odnaleźć swój zahir, stać się dla niego tym samym. tylko tyle.
"Rozłąka osłabia mierne uczucie, a wzmaga wielkie, jak wiatr gasi świecę, a rozpala ogień."
- François de La Rochefoucauld
wtorek, 16 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Beth, I hear your calling, but I can't go home right now.
OdpowiedzUsuń