niedziela, 11 marca 2018

190.

słońce nagle wstąpiło w to miasto, w niedzielę. snopy światła uderzały w moje oczy, a duchota gniotła klatkę piersiową.

wszechmogący wsadził patyk w mrowisko metropolii a ono rozpierzchło się na ulice. chodniki były zamieszkałe na każdym ich skrawku, a we mnie wzbierały mdłości.
nie wykipiałam.

za ostatnie pieniądze wystałam w kolejce waniliowe lody.
każda szpilka głosu przebija mi skronie i tęskno mi do ramion, chociaż na mnie, zalaną od każdego brzegu swoim rodzajem, spada jeszcze większe duszne opuszczenie.

nie umiem słuchać, a fundamenty mojego domu wydają się być lichutkie.
słyszeć nie umiem, a gryzą mi życiorys epizody.

szelest kartek mną targa.

rozdziobała mnie dziś wiosna, a ziemian podpalam ogniem płonącej uryny.



poniedziałek, 26 lutego 2018

189.

nie byłam nigdy małym wojakiem
i młodości w mdłościach nie rzuciłam
na wrzeciono trzaskające i plujące świeżą czerwienią

któregoś wschodu bekłam i oróżowiałam
były dni orszaki i nocnych niedoli konwoje
dłoni nikt nie chciał odgryźć ani posiąść

przędzalnictwo już dawno wepchnięto do trumny
i nic już w denko nie zabębniło
krwiobiegi szczęśliwie zatamowane

te wszystkie dłonie są wciąż zimne
i nie znają żadnych domów
choć samopas po świecie najsamcalszym żywot swój pędzą

nie dotrwałam jeszcze do południa
ale ciężko jest żyć na samych nogach
nikogo już nigdy żadne słowo nie opryska

sobota, 3 lutego 2018

188.

świat już nigdy nie pozna wartości oddechu.

w powietrzu są tylko dyskusję o tym, na co człowiek nie ma słów. 
ja trzymam twą dłoń, a miasto jeszcze nie śpi. mam halucynację i śnieg w oczach.

męczy mnie światło i ukośni ludzie poupychani w tramwajach. męczy mnie niedopasowanie i lekkość z jaką człowiek zaprasza do swojego serca każdego, kto tylko tym nie pogardzi. 
męczy mnie rozczarowanie, które nigdzie się nie zagnieżdża, tylko ustępuje miejsca kolejnej licytacji co łaska.

kakofonia miasta nigdy nie zastąpi symofonii leśnego skrzata. przycupniętego na pieńku, dobijającego w pół-martwe zające. 

zbiegłabym, gdyby ziemia nie była okrągła.

w noc.



niedziela, 28 stycznia 2018

187.

opowieści z nad butelczyny. 

jak człowiek ma 23 lata to właściwie może tylko napisać o tym, że mu smutno. życie mu jeszcze nie pękło, ani nikt nie powyrywał mu rączek. żadnego powstania nie było, żadnych szarpnięć i palpitacji serc. klęsk nieodwołalnych też jeszcze nie doświadczył i ciągle ma w oczach to przeświadczenie, że każda droga, w którymś momencie się rozgałęzi, gdzieś powiedzie, albo każe zawrócić.
ja pragnę jakiegoś trzasku między żebrami.

rozczarowanie jest wodą na młyn ucieczek, tych, w których jeszcze więcej przemawiasz do siebie. do miejsca, gdzie nie ma twarzy, ani uśmiechów. 
opuszczam głowę i oczy gdzieś chowam przed światem bo wstyd mi jak bardzo do niego należę. do każdego stukotu litery, każdego zmarnowanego świtu, każdej nieprzespanej nocy, której nikt nie łaknął. 

miałam kiedyś duszyczkę. 

O mnie

Obserwatorzy