czarno jest na paznokciach, czarno jest w przełyku i głębiej też czarno.
dawno nie widziano w tych stronach słońca. wyją kłęby ciepłych oddechów porzucane na pastwę chłodu zaokiennego.
wygryzły mi trzy lata dziurę w życiorysie. zjadły mi mowę. zabrały w tułaczkę, w której widziałam siebie za lat naście, ze złotym przypadkiem na palcu, śmierdzącą pierzyną i smutnym fioletowym sińcem pod okiem.
zamknęłam się w błękitnych ścianach, których kolor powoduje mdłości, we wszędobylskim scenariuszu nieuchronnej śmierci.
horyzont się rozlewa i coraz większy dystans dzieli mnie od karawanu, w którym nieoddychająca jest moja ulica miłości.
poczyniam słowami drogę powrotną do kolebki błogiego otumanienia, bezwizyjności dnia teraźniejszego i każdego kolejnego, zapachu papierosa i rozgrzanego od słońca chodnika.
styczeń usiadł zadem na mojej twarzy, a ja nie mogę oddychać w konwulsji mojej chęci do bycia.
te dziury mocno bolą. z uporem godnym marnej kurwy drążą się same w sobie i taką tworzą sobie mnie podziurawioną.
czas przeprosić butelki wina.
wrócić.
czuć.
boli mnie czas.
wtorek, 6 stycznia 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz