blady materac skóry rozłożonej na udach mizernieje z każdą sekundą. posępne czarne kruki siedzą na sznurach obok ulicy miłości i powolnym ruchem skrzydeł wzbijają się w poszarzałe niebo przybierające kolor moich oczu po kolejnej nieprzespanej nocy.
rozpięłam się w śliską monotonię. wyblakłam z każdej barwy wspomnienia rozlewając się w szarość miasta.
boli mnie słuch od tej jednostronnej ciszy rozprzestrzeniającej się na kolejne niewinne godziny. boli mnie dotyk, który rozpadł się nieśmiałością na sopockiej ulicy.
panoszą mi się przeterminowane słowa, które są kojącym balsamem przeszłości na lęki rozlazłe po każdej tkance, w każdym zmyśle.
wczoraj zerwałam z siebie powłokę kamienności, wczoraj upuściłam kilka ślepych łez, wczoraj wypiłam cynamonowe kakao i tęskniłam.
sobota, 1 stycznia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz