wczoraj z aleksandrą i herbatą truskawkową ze śmietaną w wietrzny dzień.
noc bezsenna i płodna w teorie tęsknoty i czasu, roztrwonionego w mylnie wpatrzonych oczach.
dziś w ciele zatrutym od wiosennego przeziębienia z niewiosenną pogodą za oknem rodzą się deszczowe myśli.
w jednym łóżku do snu układają się życie i śmierć. wymioty w snach, według sennika, zwiastują szczęście.
ile bym dała..
"Minęło wiele miesięcy, ale mnie nic nie minęło. Czas dla mnie w miejscu przystanął. "
- Edward Stachura
środa, 28 kwietnia 2010
czwartek, 22 kwietnia 2010
102.
mała przestrzeń nierzeczywista.
firanka przypominająca sieć rybacką szatkuje obraz nocy. przebijają się latarnie, niby świetliki i szyba staje się lustrem. a lustro jest niby bezstronne, choć oblepione czernią z jednej ze stron.
całe zwoje faktów, których zmienić się nie da trzepią mną wewnętrznie. pomyłki, które aż wylewają się z oczu i wściekłość trawiącą rzęsy.
potrafię korzystać z telefonu, automatu do gorącej czekolady czy mikrofalówki, szkoda tylko, że ze słów już nie.
"Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. Ja ich nie mam. "
- Jonathan Carroll
firanka przypominająca sieć rybacką szatkuje obraz nocy. przebijają się latarnie, niby świetliki i szyba staje się lustrem. a lustro jest niby bezstronne, choć oblepione czernią z jednej ze stron.
całe zwoje faktów, których zmienić się nie da trzepią mną wewnętrznie. pomyłki, które aż wylewają się z oczu i wściekłość trawiącą rzęsy.
potrafię korzystać z telefonu, automatu do gorącej czekolady czy mikrofalówki, szkoda tylko, że ze słów już nie.
"Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. Ja ich nie mam. "
- Jonathan Carroll
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
101.
otwieram oczy na nadmiary wiosennych poranków. przecieram powieki rozrywane od wewnątrz krwotokiem snów, niedbale wyrwanych z niedokończonych historii. miewam ochotę na rozdrapanie szorstkim paznokciem twarzy człowieka sprzed lustra, tak zmęczonej jestestwem. bo ten nasz dwudziesty pierwszy wiek pozbawia nas piękna, które chowa pod ekranem telewizora, który aż skwierczy od przepychu w kącie pokoju, rozświetlając jego blade ściany.
tak z Zuzanną marzymy o wehikule czasu, o wycieczce po życiu, którego jesteśmy tak głodne. małej przejażdżce do czasów idei, w imię których warto byłoby ginąć i żyć. do czasów uwięzienia, które było bardziej wolne niż ówczesna swoboda, którą się dławimy, która zatruwa nasze pół-martwe pompy do krwi i z której uciec nie możemy.
refleksyjne popołudnia bywają splinowe, choć otoczone jasną słoneczną poświatą wpadającą przed okno, rozlewającą się po brązowych panelach w pokoju. rażąco oddziałującej na oczy, wylewając ich zieleń jeszcze bardziej.
herbata, ćmy w głowie, maltretująca pomarańcz pokoju i marzenia zamknięte w poduszce.
trochę mi tęskno. sama nie wiem.
tak z Zuzanną marzymy o wehikule czasu, o wycieczce po życiu, którego jesteśmy tak głodne. małej przejażdżce do czasów idei, w imię których warto byłoby ginąć i żyć. do czasów uwięzienia, które było bardziej wolne niż ówczesna swoboda, którą się dławimy, która zatruwa nasze pół-martwe pompy do krwi i z której uciec nie możemy.
refleksyjne popołudnia bywają splinowe, choć otoczone jasną słoneczną poświatą wpadającą przed okno, rozlewającą się po brązowych panelach w pokoju. rażąco oddziałującej na oczy, wylewając ich zieleń jeszcze bardziej.
herbata, ćmy w głowie, maltretująca pomarańcz pokoju i marzenia zamknięte w poduszce.
trochę mi tęskno. sama nie wiem.
środa, 14 kwietnia 2010
100.
ta twoja przestrzeń w moim pierwszym westchnieniu miłości.
kolekcjonuję chwile, układam je w albumach, które później okrywa szara peleryna kurzu. w szperaniu w ekscentryźmie przeszłości zabijam czas, który później zabija mnie.
harmionia przypadków daje namiastkę sensu.
pewnych spraw nie da się naprawić. nie da się tak po prostu wyrzygać przeszłości niczym wczorajszej kolacji. nie da zmienić kroków, w wytańczonych pląsach pomyłek.
/żonkile wklejone w ulice, światło nadające włosom rudawą barwę, czas obecny zawsze o krok, herbata miętowa, powieki objawiające się z przyklejonym pół snem.
pomimo wszystkiego, czuję się pociesznie, zajęty umysł sprzyja trzymaniu głębszych myśli na dalszym poziomie obecności, co układa się w szeroki uśmiech na mojej twarzy. tylko wieczory, wieczory bardzo lubią mi wspominać.
Temple of the dog - Call me a dog
kolekcjonuję chwile, układam je w albumach, które później okrywa szara peleryna kurzu. w szperaniu w ekscentryźmie przeszłości zabijam czas, który później zabija mnie.
harmionia przypadków daje namiastkę sensu.
pewnych spraw nie da się naprawić. nie da się tak po prostu wyrzygać przeszłości niczym wczorajszej kolacji. nie da zmienić kroków, w wytańczonych pląsach pomyłek.
/żonkile wklejone w ulice, światło nadające włosom rudawą barwę, czas obecny zawsze o krok, herbata miętowa, powieki objawiające się z przyklejonym pół snem.
pomimo wszystkiego, czuję się pociesznie, zajęty umysł sprzyja trzymaniu głębszych myśli na dalszym poziomie obecności, co układa się w szeroki uśmiech na mojej twarzy. tylko wieczory, wieczory bardzo lubią mi wspominać.
Temple of the dog - Call me a dog
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
wtorek, 6 kwietnia 2010
98.
.. trzeba wiedzieć kiedy wysiąść.
ta wiosna wplątana w pozimowe kurewstwo wcale nie budzi we mnie jakiejś aury pogodności, uśmiechu i beztroski.
ta wiosna wplątana w pozimowe kurewstwo wcale nie budzi we mnie jakiejś aury pogodności, uśmiechu i beztroski.
/nieograniczone czasem chwile układają się w wspomnienie twojego uśmiechu i niepewnego ruchu, który tak dobrze pamiętam, którego szukam w twarzach, w którego zarys układam powieki pod osłoną granatu martwego nieba.
bo twoje piękno bywa bardziej zabójcze niż słowo.
piosenka na dziś: Lao Che - Prąd stały/Prąd zmienny
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
