wszyscy rozpraszamy się w skrajności.
trwamy tylko w epizodycznych łachmanach dni.
a mi się chciało kiedyś marzyć o powłóczystościach rozłożonych na życiowych ścieżkach, o niezmiennościach ułożonych w szereg oddechów.
głupia byłam myślę. wszyscy nosimy znamiona przeszłości i znamiona teraźniejszości na którą patrzymy ze świadomością, że zaraz i ona się nią stanie.
wszystkie moje leniwe myśli skupiają się na naturalnym przesiewie ludzi ważnych i ważniejszych. wszystkie zaczynają wyć i pękać pod wpływem powietrza.
zamknęłam się w wymuszonych zdaniach, nieudanych próbach trwania nadal. tam się zatrzymałam. tam dogorywajcie wszyscy.
pierwotne kształty zniknęły pod mgłą czasu.
środa, 22 czerwca 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz