wybudzam się z zimowego snu. przedwcześnie i za późno.
ludzie w hipermarkecie pchający wózki zmuszają do refleksji.
bo kiedyś obudzimy się, rozkleimy powieki na których zalegać będą jeszcze sny, a ranek rozwieje nasze nocne bycie. obudzimy się, obok kogoś, z przyzwyczajenia. w szponach monotonii i z nożem powinności wobec jakichś narzuconych wartości przytkniętym do gardła. nie wyłamiemy się. będziemy tak trwać i czuć jak ubywamy. na naszych twarzach rozciągnie się pajęczyna zmarszczek, a we włosy wplączemy marzenia, które rzuciliśmy na aborcyjny stół.
/zimowo. biel pełza po mieście. biel tańczy pod latarnią bawiąc się jej światłem.
od nadmiaru zimna nawiedzają mnie bóle głowy.
bezceremonialnie toczymy walkę o siebie.
z trzema łyżeczkami cukru w herbacie osładzam sobie wieczór.
czwartek, 11 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz