środa, 22 czerwca 2011

173.

wszyscy rozpraszamy się w skrajności.
trwamy tylko w epizodycznych łachmanach dni.
a mi się chciało kiedyś marzyć o powłóczystościach rozłożonych na życiowych ścieżkach, o niezmiennościach ułożonych w szereg oddechów.
głupia byłam myślę. wszyscy nosimy znamiona przeszłości i znamiona teraźniejszości na którą patrzymy ze świadomością, że zaraz i ona się nią stanie.
wszystkie moje leniwe myśli skupiają się na naturalnym przesiewie ludzi ważnych i ważniejszych. wszystkie zaczynają wyć i pękać pod wpływem powietrza.

zamknęłam się w wymuszonych zdaniach, nieudanych próbach trwania nadal. tam się zatrzymałam. tam dogorywajcie wszyscy.
pierwotne kształty zniknęły pod mgłą czasu.

piątek, 10 czerwca 2011

172.

coś w niczym i głodne popołudnia.
duszne dni rozlewają się żółcią na splocie moich włosów.
z niewydolności ciała siedzę nad ciszą, nad wyobraźnią w sekwencji zdarzeń przypadkowych, w które wpadłam, które polubiłam i które łechcę, by chciały mnie mocniej.

sny tak realne, że wpadam w nie po trzykroć, które rozwijają we mnie kalekie nadzieje. zabawne, że zwykła senna projekcja już nie raz potrafiła przetrzepać moje szafy z wartościami i celami i tak dalej i nagle połowę powyrzucać, powrzucać nowe i zamknąć drzwi a z otwarciem powiek, otworzyć i drzwi i stać w bezradności kończyn, które nie wiedzą czego się złapać. niby taki stan rzeczy nic nowego, zawsze mam bałagan w okół siebie i ubrań muszę szukać pod łóżkiem. dziwnie mi myślę, niepewnie chyba.

/chcę mojej ulicy miłości, która zawsze uśmiecha się tylko do nas. chcę tych ulic i chodników, na których marnowałam rok swojej leniwej młodości.
te wszystkie zwyczajne zakamarki tego miasta są tylko nasze. zaczynają istnieć w swoich mistycznych imionach, jakimi je ochrzciłyśmy.
ulica miłości to pewnie tylko wąska ścieżka na której wybudowano szeregi pleśniejących teraz garaży. ulica nienawiści to pewnie tylko schowana za sklepem monopolowym przestrzeń do spożywania alkoholu miejscowych dziadów pijących tanie trunki.
czasami mi się wydaje, że w każdym z tych miejsc zostawiłam cząstkę siebie i kiedyś tu wrócę, pewnie jak siebie stracę, żeby chociaż znaleźć tą pozostawioną namiastkę, tą małą duszyczkę, która szukała niezwykłości w szarym chodniku i dopatrywała się w ciągach zdarzeń roli przeznaczenia. powoli to tracę, wydycham się w pustkę. zresztą, może to i lepiej. kiedyś pewnie się obudzę z mojego małego nihilizmu i tu wrócę, zatęsknię i może znów będę.

O mnie

Obserwatorzy