wtorek, 23 lutego 2010

91.

dziś skończyłam piętnaście lat, kondolencje przyjmuję.

"Kiedy dziewczyna ma piętnaście lat, nienawidzi mężczyzn i wszystkich chętnie by wymordowała. A w dwa lata później rozgląda się, czy któryś przypadkiem nie ocalał."
- Tadeusz Gicgier

są niemrawe sny i odór śmierci w pokoju, który wchodzi do łóżka, jak nocny gość w przesmykach ciemności. wspomnienia baraszkują wieczorami, a twoje imie ukryte w potokach tajemniczych słów znów zaczynam powtarzać jak mantrę.
zimowe powietrze przedzierające się przez nozdrza zmusza do refleksji. w pogrzebowych kolorach.
okruchy ulotnych radości niedbale rozrzuciłam na wietrze, rozmywającym efekty mojej pracy z grzebieniem. w komplikacji jestestwa umywam ręcę i nie chcę pamiętać kosmyków włosów na czarnym płaszczu. widnokrąg układa się w linie twoich warg, ułożonych przeciwnie do uśmiechu.
ulice w bieli, tak papierowej, zaklinają czas.
nieposkromiony ruczaj łez pokojowych pozostawiony dyskretnie za otwartymi drzwiami.

czwartek, 11 lutego 2010

90.

wybudzam się z zimowego snu. przedwcześnie i za późno.

ludzie w hipermarkecie pchający wózki zmuszają do refleksji.
bo kiedyś obudzimy się, rozkleimy powieki na których zalegać będą jeszcze sny, a ranek rozwieje nasze nocne bycie. obudzimy się, obok kogoś, z przyzwyczajenia. w szponach monotonii i z nożem powinności wobec jakichś narzuconych wartości przytkniętym do gardła. nie wyłamiemy się. będziemy tak trwać i czuć jak ubywamy. na naszych twarzach rozciągnie się pajęczyna zmarszczek, a we włosy wplączemy marzenia, które rzuciliśmy na aborcyjny stół.

/zimowo. biel pełza po mieście. biel tańczy pod latarnią bawiąc się jej światłem.
od nadmiaru zimna nawiedzają mnie bóle głowy.
bezceremonialnie toczymy walkę o siebie.
z trzema łyżeczkami cukru w herbacie osładzam sobie wieczór.

O mnie

Obserwatorzy