wtorek, 24 maja 2011

171.

Ludzie, którzy rozmawiają, nic nie mówiąc.
Ludzie, którzy słyszą, nie słuchając.

ciekawe czym byłby każdy dzień bez ceremoniału spotkania. dźwiękiem ciszy krzyku myśli.
ciekawe czym byłoby wszystko zebrane w szeregu miesięcy bez tych okiennych przesiadywań z dymem zagnieżdżającym we włosach, bez ulicy miłości i ramion jej mistycznej siły, bez nietoperzy w cieniu krzyży rozdzierających powietrze nad głową.
chyba doświadczam istnienia jakiejś kosmicznej więzi i niematerialnej obecności. chyba doświadczam też tęsknoty wzmaganej każdą godziną, rzeczywistości tego, co zlizywałam ze sznurów związanych słów na brudnych stronach książek.
czasem nie mam liter.
bo to za duże na te małe ulice. nasze ulice. bądźmy niezmiennością tylko.
/bawię się w autodestrukcję rozpuszczoną w ciepłym kubku ambiwalencji. odrywam sobie ręce i wyrywam wargi wzniesione ku skórze. skórze schowanej w ciemnym pokoju. w przeszłości, której pewnie i tak nie było. śnią mi się końce światów, wybuchy i uściski ostateczne. rozwinęłam się w halucynacji zwiniętej w zwój ciepłych snów.
kiedyś umrę pewnie.

O mnie

Obserwatorzy