w (nie)obecnościach; zdałam sobie sprawę, że mój horyzont jest niczym więcej jak tylko ciemną płachtą moich powiek opadającą na obrazy po których w danej chwili wije się mój wzrok.
cała sekwencja przeszłych zdarzeń ścieka na mój sen tworząc tylko białą plamę urojonej historii trwającej tylko nocą.
zasiedziałam się tworząc wizje spektakularnych końców i wznowień. zasiedziałam się nad grobową ciszą warg. zasiedziałam się, jako fragment nieistotnej części tego wszystkiego, co jest.
w swojej nagiej fantazji pulsującej gdzieś między szarością każdego martwego już o brzasku dnia.
wychodzę czasem z szuflady stworzonych halucynacji.
wychodzę i boję się światła.
czwartek, 24 marca 2011
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
